Zakręcone podróże cz. 1

Od kilku tygodniu nosiłam się z zamiarem stworzenia czegoś fajnego na bloga. Tak więc mam! Co jakiś czas (bo jeszcze nie wiem dokładnie co ile uda mi się takie coś załatwiać) będę publikować na stronie historię znanych ludzi opowiadających o swoich historiach na lotnisku. Pierwszą z tych osób będzie Alicja Janosz, którą na pewno znacie z pierwszej edycji Idola a która niedawno (bo w grudniu) wydała swoją drugą płytę ale jak sama twierdzi jest to jej pierwszy prawdziwy muzyczny debiut.
Zapraszam do lektury:


Kilka miesięcy temu otrzymałam zaproszenie do wzięcia udziału w programie Magdy Mołek "W roli głównej". Ponieważ dzień wcześniej miałam koncert we Wrocławiu, dopiero bardzo wcześnie rano, w samym dniu nagrania mogłam polecieć do Warszawy. I to była najbardziej zakręcona podróż mojego życia. Zaczęło się od tego, że na lotnisku okazało się, że nie mnie na liście pasażerów. Przez przypadek ktoś kupił mi bilet na lot, który miał się odbyć tego samego dnia, ale dopiero za miesiąc! Musiałam więc szybko kupić nowy bilet, co na szczęście się udało. Ale to był dopiero początek. Mając w głowie wciąż zamieszanie z biletem, zostawiłam mój bagaż podręczny przy bramkach, o czym chwilę później usłyszałam z głośników. Akcję tą powtórzyłam (a raczej wydawało mi się, że powtórzyłam) będąc już na lotnisku w Warszawie, gdzie musiałam udać się po fakturę za kupiony we Wrocławiu bilet. Ponieważ była zima, miałam na sobie grubą kurtkę i wielki szal. Zaabsorbowana poszukiwaniami odpowiedniego miejsca, w którym miałam załatwić formalności i będąc na telefonie z Panem kierowcą, który czekał na mnie już przed lotniskiem, nagle spostrzegłam, że znów nie mam swojej torby! Biegiem pokonałam całą drogę, którą przemierzyłam na lotnisku. Torby nigdzie nie mogłam znaleźć. Udałam się do biura rzeczy znalezionych, wszystkich dookoła pytając o brązową, skórzaną torbę marki Adidas. Po 15 min. poszukiwań, gdy załamana (z pełną wizją wzywania saperów do pozostawionej gdzieś na lotnisku "niczyjej" torby i pociągnięcia mnie do odpowiedzialności za to), przykucnęłam. W tym momencie moja "zagubiona", brązowa torba... zsunęła mi się z ramienia, na którym miałam ją przez cały ten czas, a której z powodu wyjątkowo lekkiej wagi i zasupłania w ogromny szal, uniemożliwiający swobodne spojrzenie za bark po prostu nie widziałam. Od tej chwili rozumiem, skąd się biorą durne dowcipy o blondynkach. C'est la vie... :)




3 komentarze:

  1. Fajna sprawa z tymi "zakręconymi podróżami".
    Blog super. Powodzenia w dalszym prowadzeniu :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ahahahahahaha, nie wierzę normalnie ;)

    OdpowiedzUsuń