Zakręcone podróże cz. 4

W dzisiejszej serii "Zakręcone podróże" o swojej wyprawie opowie nam Piotr Banach - polski muzyk, gitarzysta  producent muzyczny. Założyciel grupy Hey i Indios Bravos.
A oto i historia:


Rzecz miała miejsce na lotnisku Narita podczas mojej drugiej wizyty w Japonii. Moja ówczesna dziewczyna Magda pracowała jako modelka i w tym czasie była na kontrakcie w Tokyo. Musiała jednak na kilka dni wyjechać do Europy, więc do Tokyo przylecieliśmy razem, ja jako turysta, ona z oficjalnym zezwoleniem na pracę. Niestety zezwolenie te dotyczyło jednokrotnego przekroczenia granicy, tak więc ten kilkudniowy wyjazd automatycznie je anulował. Magda nie mając świadomości, że w świetle prawa wraca do Japonii już jako turystka, a nie pracownica jednej z tokijskich agencji modelek podczas kontroli paszportowej na pytanie o cel wizyty odpowiedziała biznesowy, co doprowadziło do sytuacji, w której ją zabrano w jakieś tajemnicze miejsce, a ja zostałem z dwoma naszymi pękatymi walizami na terenie opustoszałej hali przylotów. Nie chciałem się stamtąd ruszać, bo nie wiedziałem co się dzieje z Magdą, a na dodatek nie znałem adresu hotelu, więc skazany byłem na bierne czekanie. Obserwujący mnie celnicy zaczęli okazywać coraz większe zaniepokojenie faktem, że ten obładowany sporą ilością bagażu gaijin nie podchodzi do ich stanowiska, jednakże wychodząc przypuszczanie z założenia, że muszę mieć ku takiemu zachowaniu jakiś powód czekali biernie na mój ruch. Po około półtoragodzinnym oczekiwaniu podszedł do mnie człowiek w mundurze i łamaną angielszczyzną poinformował, że Magda czeka na mnie na zewnątrz. Łapię więc za te nasze pękate walizy i ruszam w stronę stanowiska kontroli celnej. Zaintrygowani moim nietypowym zachowaniem celnicy rozpoczynają kontrolę. 
- Co jest w tych walizkach?
- Rzeczy osobiste. - A na jak długo przyleciał pan do Japonii? - Na dwa tygodnie. 
- I te wszystkie rzeczy są pańskie? 
- Tylko jedna walizka, druga należy do mojej dziewczyny, która jest juz na zewnątrz. 
- Przylecieliście razem? 
- Tak, ale miała problemy z przekroczeniem granicy i nas rozdzielono. 
- Ach tak?! 
Widzę, że celnik zupełnie nie ogarnia sytuacji, a informacja o kobiecie, której nie chciano przepuścić przez granicę, a która jakimś cudem znalazła się na zewnątrz z pominięciem kontroli celnej winduje jego podejrzliwość do maksymalnego poziomu. 
- Proszę otworzyć walizkę. 
- Niestety nie mogę tego zrobić, bo kluczyk do niej posiada moja dziewczyna, a ta jest na zewnątrz. 
Celnik ze świstem wciągnął powietrze, rozejrzał się niespokojnie, potem zaczął cmokać i wzdychać nad tą zamkniętą walizką. Obszedł ją kilka razy dookoła, obstukał w kilku miejscach dyskretnie przy tym sprawdzając, czy aby na pewno jest zamknięta. 
- W porządku proszę iść. 
No i teraz ja zdębiałem. Byłem przekonany, że za chwilę aresztują mnie, otworzą walizkę siłą i zrobią rewizję osobistą, a tu każą mi przechodzić z walizą w której mogło być na przykład 40 kilogramów czegoś bardzo nielegalnego. 
Żeby było śmieszniej sprawa Magdy potoczyła się tak: 
- Przyjechała pani do pracy? 
- Tak. 
- Ale pani pozwolenie na pracę jest już nieważne. 
- Proszę zadzwonić do mojej agencji. 
- Już dzwoniliśmy i twierdzą, że pani u nich nie pracuje. 
- Nie pracuję u nich? Acha, w takim razie przyleciałam tu jako turystka.
- Jako turystka? W porządku, w takim razie może pani iść. 
Cóż, co kraj, to obyczaj.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz