Uwaga! Zwierzęta na pokładzie!

Tak jak wspominałam w poprzednim poście, moment w którym starałam się podjąć próbę napisania chociaż  jednej strony pracy licencjackiej spalił na panewce. Na szczęście temat mojej pracy związany jest z lotnictwem pasażerskim i do napisania go muszę czytać książki o dokładnie tej tematyce. Tym razem już z ołówkiem, podkreślając co ważniejsze zdania, po raz drugi usiadłam (z wielką przyjemnością) do mojej ulubionej lektury jaką jest książka Sebastiana Mikosza pt. Leci z nami pilot
Za każdym razem jak opowiadam komuś o tej książce to wspominam nie tylko to, że ta książka jest bardzo przejrzysta i łatwo dzięki niej zrozumieć mechanizm linii lotniczych ale warto (zawsze!) wspomnieć o ciekawych historiach, które przytacza nam autor. Żeby Was zachęcić do kupna tej książki zacytuje jedno z moich ulubionych opowiadań:

"Mrożącą krew w żyłach przygodę mieli handlerzy na Okęciu z pewnym kotem. Z Chicago wracała do kraju Polka, która nadała do luku bagażowego kota. Kot był prawidłowo umieszczony w klatce. Na Okęciu okazało się, że zwierzak, niestety nie żyje. Natychmiast zwołano zebranie - sytuacja wyglądała poważnie. Kot zdechł w czasie lotu. Co my zrobimy? I domysły, dlaczego tak się stało: a może w tym luku było za ciepło, a może kotu brakowało tlenu? Po długich naradach kilku pracowników wpadło na bardzo oryginalny pomysł: jeden z nich pojedzie do schroniska dla zwierząt na Paluchu, które jest bardzo blisko Okęcia, znajdzie tam podobnego kota i włoży do klatki zamiast nieboszczyka... Tak też zrobiono. Nastąpił jednak nieoczekiwany zwrot akcji. Kiedy pasażerka otrzymała klatkę, otworzyła ją i omdlewając, krzyknęła: "O rany boskie, ożył w czasie rejsu". Okazało się, że leciała z martwym kotem, by go pochować w Polsce... " 
(S. Mikosz, "Leci z nami pilot")

(źródło: http://bekanamaxa.pl/demot/0_0_0_283847085_middle.jpg)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz