samolotoowa miłość

Pisałam ostatnio na fanpage'u o tym, że jak widzę samoloty to czuję ogromne szczęście. Postanowiłam to szczęście przelać na bloga i napisać krótki post o mojej miłości.


Już kiedyś pisałam takowy, ale był ze wskazaniem za co. Teraz nie chcę tego pisać. Kocham lotnictwo cywilne za wszystko, za co się da. Za to, że sprawia, że mam motylki w brzuchu, że cała promienieje, że jadąc autobusem i widząc lądujący samolot uśmiecham się mimowolnie. Dla mnie samoloty to lekarstwo na całe zło. Mogę mieć zły humor, wracać skądś nabarmuszona, ale wystarczy ten dźwięk silników, migające światełka i ten brzuszek, który ma się ochotę pogilgotać. Gdy byłam mała zawsze na widok tych cudownych maszyn krzyczałam "panie pilocie ma pan dziurę w samolocie!" . A były momenty, że gdy szłam z grupą znajomych i zatrzymywałam się by popatrzeć to wszyscy stawali ze mną mówiąc "a niech sobie popatrzy". Wiele osób mnie pytało: dziewczyna? samoloty? skąd się to wzięło? Sama nie wiem. Nie mam w domu żadnego pilota, ani nikogo kto pracowałby w lotnictwie. Dużym szczęściem jest to, że mój kuzyn (z którym swego czasu grałam w Tom Ridera) chce ze mną iść na kurs na kontrolera ruchu lotniczego. A to już coś! Nie jestem sama w rodzinie! 
Lotnictwo mnie uskrzydla. Myśl o kolejnym pikniku lotniczym, czy konferencji dot. samolotów mnie ogromnie cieszy. To uczucie bycia wśród osób, które tak samo kochają lotnictwo. Możliwość porozmawiania z nimi o tym. Dowiedzenia się czegoś od nich. I fajnie mam, bo póki co nie trafiłam na takich bufonów jak swego czasu trafił mój kolega, którego wyśmiali za brak jakiejś głupiej informacji. Dlatego też piszę tego bloga. Chcę ludziom pokazać, że samoloty są fajne i nie trzeba pisać o nich czysto technicznie. Tak fajnie zarażać ludzi pasją! Świetnie jest dostawać wiadomości "Agata masz rację. Samoloty są super." - no bo są. Nie zachęcisz ludzi do nich wyśmiewając ich.

Może ten post jest swoistym miszmasz. Może nie jest napisany poprawną polszczyzną. Nie mam zamiaru się nad tym skupiać. Napisałam co czułam. Bo kocham samoloty.

18 komentarzy:

  1. I to jest to, czego ludziom często brakuje. To jest prawdziwa pasja. Ludzi, którzy jej nie mają można bardzo łatwo rozpoznać to większość frustratów tego świata. Gratuluję połączenia pasji z pracą. Mnie się to (póki co) nie udało, ale kto wie :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny post :) Faktycznie, rzadkością wśród kobiet jest zamiłowanie do lotnictwa. Nie mniej jednak również znam parę takich kobiet. :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hehehe, ja miałem podobną sytuację:
    Robię kurs prawa jazdy (na Warszawskim Bemowie), i pewnego wieczoru jadąc ulicą równolegle do pasa zagapiłem się na lądującą Cessnę ;-) Zupełny brak kontroli nad sobą i samochodem. Dopiero jak instruktor mnie strzelił z głowę oderwałem wzrok od samolotu, skupiłem się na dalszej jeździe :) Ale do dziś się z tego śmieję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ach o razu czuć u ciebie pasje:) ja z samolotami mam podobnie, motyle, uśmiechy jak mi nad głowa śmiga:) co ciekawe mam tak bardziej jak samolot widzę niż jak muszę nim lecieć:) kiedyś latanie sprawiało mi większa frajdę, ale może to dlatego ze wysoka jestem i mi wiecznie w tych samolotach ciasno, a na klasę biznes mnie nie stać:) ale nadal kocham ładowania - w przeciwieństwie do startów, cała lotniskową otoczkę, rękawy, taśmy, walizki:) kontrolerem tez chciałam być:) ale to bardzo wyczerpująca praca, poza tym już wtedy wsiąkłam w turystykę i było za późno:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie ma na świecie tak wspaniałego uczucia jak miłość do samolotów....;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo fajny post. Ja też "coś czuję" do samolotów. Nie wiem skąd się to wzięło... Może stąd, że będąc małym dzieckiem (lata '70) przeżyłem bardzo mocno takie zdarzenie: były wakacje, bawiliśmy się z rodzeństwem na dworze, gdy nagle nadleciały dwa migi 21, które wtedy często latały dwójkami. Nie byłoby to więc nic dziwnego, gdyby nie fakt, że leciały bardzo nisko. Hałas był tak ogromny, że padliśmy ze strachu na ziemię. Do tej pory to pamiętam, a mam już swoje lata.

    OdpowiedzUsuń
  7. Fany post, napisany od serducha :-) Jest taka rzecz za która uwielbiam samoloty, dają możliwość w miarę szybkiego przemieszczania się między krajami, a co za tym idzie zwiedzania świata. Ale tak poza tym, to za każdym razem gdy wsiadam na pokład mam w sobie taki męczący, nieznośny niepokój.... masz na to jakieś sposoby?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może Ty się boisz? Na strach niestety nie mam lekarstwa:< Sama tylko raz bałam się lotu samolotem, gdy po 11 września lecieliśmy z rodzicami na Majorkę. Nie chciałam wejść na pokład samolotu!
      Chyba najlepiej sobie poczytać i jednocześnie uświadomić jak mało jest wypadków lotniczych w porównaniu z samochodami np. W przestworzach jest się w baardzo dobrych rękach ludzi do tego przygotowywanych kilka lat.

      Usuń
  8. Kiedyś się panicznie bałam, też nie chciałam wsiadać do samolotu... teraz został tylko lekki niepokój, ale znalazłam sobie na niego metodę. Po prostu będę dużo podróżować :-) W końcu mi chyba przejdzie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Miło czytać post, który równie dobrze mógłby być napisany przeze mnie ^^ Szczerze przyznam, że dopiero niedawno odkryłam tego bloga. Od razu raźniej, kiedy wiem, że nie jestem jedyną dziewczyną, która nie potrafi wytrzymać 5 minut bez patrzenia w niebo i która też nie wie skąd wzięła się jej pasja lotnicza ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam, witam :) I dzięki za motywację ;)

      Usuń
  10. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wiem o czym rozmawiasz. Sam biegam pod lotniskowy płot (a jak się da to i płytę) zdjęcia samolotom robić.
    W domenie głównej (bez blog) wrzucam swoje fotki.

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetny teks. Aż miło się robi na sercu, kiedy się czyta!

    OdpowiedzUsuń
  13. A czemu nie zostaniesz pilotem tylko kontrolerem?

    OdpowiedzUsuń