kot w podróży

Koty podróżują samolotami codziennie. Mimo, iż słychać o wypadkach z nimi w roli głównej, są to rzadkie przypadki, których można uniknąć. Oczywiście, jeśli tylko będą przestrzegane środki ostrożności. Ważne aby skontaktować się z linią lotniczą z dużym wyprzedzeniem i omówić wymagania dla przewozu kota.



O ile to możliwe weź bezpośrednie loty - staraj się unikać międzylądowań. Zdarza się, że znalezienie lotu bezpośredniego jest łatwiejsze w ciągu tygodnia. Zalecane jest również unikanie tłumów, gdyż wtedy personel linii lotniczych będzie miał więcej czasu aby zająć się kotem. Przed lotem warto ustalić, czy linia lotnicza ma tzw. wymagania dla "aklimatyzacji". Niektóre linie lotnicze wymagają list od lekarza weterynarii, stwierdzający, że zwierzę jest przyzwyczajone do minimum lub temperatury maksymalnej. Ważne jest, aby dowiedzieć się, czy linia lotnicza wymaga, aby lekarz weterynarii dał precyzyjną temperaturę aklimatyzacji, np. -7 ° C na dany okres czasu.

Jak przygotować kota do podróży?

Twój kot powinien zawsze podróżować z zaktualizowaną (!) przywieszką przymocowaną do obroży lub uprzęży. Tag powinien zawierać dane kontaktowe, w przypadku ucieczki. Na przywieszce powinny znaleźć się takie dane jak: Twoje imię i nazwisko, rozkład lotu, miejsce destynacji oraz numery telefonów. Należy unikać karmienia kota w ciągu 4-6 godzin lotu. Weź ze sobą zapas wody pitnej, aby zapewnić kotu świeżą wodę podczas lotu.
Koty mogą podróżować w kabinie pasażerskiej, o ile klatka, w której podróżują będzie mieścić się pod siedzeniem. Pamiętaj, aby skontaktować się z liniami lotniczymi przed podróżą, żeby dowiedzieć się szczegółów polityki i wymagań w związku z podróżą kota.


6 komentarzy:

  1. Jeden z ciekawszych postów ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Kocham Zwierzaki i mógłbym z nimi podróżować wszędzie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Prawdę mówiąc podziwiam ludzi podróżujących ze zwierzętami samolotem, mojego Ryśka sobie nie wyobrażam, zapewne przegryzł by klatkę i rzucił się kapitanowi do krtani :) Przy okazji przypomniała mi się historia z książki "Leci z nami pilot" Sebastiana Mikosza (były/obecny prezes LOTu):
    "Mrożącą krew w żyłach przygodę mieli handlerzy na Okęciu z pewnym kotem. Z Chicago wracała do kraju Polka, która nadała do luku bagażowego kota. Kot był prawidłowo umieszczony w klatce. Na Okęciu okazało się, że zwierzak, niestety, nie żyje. Natychmiast zwołano zebranie – sytuacja wygladała poważnie. Kot zdechł w czasie lotu. Co my zrobimy? I domysły, dlaczego tak się stało: a może w tym luku nie było za ciepło, a może kotu brakowało tlenu? Po długich naradach kilku pracowników wpadło na bardzo oryginalny pomysł: jeden z nich pojedzie do schroniska dla zwierząt na Paluchu, które jest bardzo blisko Okęcia, znajdzie tam podobnego kota i włoży do klatki zamiast nieboszczyka... Tak też zrobiono. Nastąpił jednak nieoczekiwany zwrot akcji. Kiedy pasażerka otrzymała klatkę, otworzyła ją i omdlewając, krzyknęła: „O rany boskie, ożył w czasie rejsu”. Okazało się, że leciała z martwym kotem, by go pochować w Polsce…" :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Prawdę mówiąc podziwiam ludzi podróżujących ze zwierzętami samolotem, mojego Ryśka sobie nie wyobrażam, zapewne przegryzł by klatkę i rzucił się kapitanowi do krtani :) Przy okazji przypomniała mi się historia z książki "Leci z nami pilot" Sebastiana Mikosza (były/obecny prezes LOTu):
    "Mrożącą krew w żyłach przygodę mieli handlerzy na Okęciu z pewnym kotem. Z Chicago wracała do kraju Polka, która nadała do luku bagażowego kota. Kot był prawidłowo umieszczony w klatce. Na Okęciu okazało się, że zwierzak, niestety, nie żyje. Natychmiast zwołano zebranie – sytuacja wygladała poważnie. Kot zdechł w czasie lotu. Co my zrobimy? I domysły, dlaczego tak się stało: a może w tym luku nie było za ciepło, a może kotu brakowało tlenu? Po długich naradach kilku pracowników wpadło na bardzo oryginalny pomysł: jeden z nich pojedzie do schroniska dla zwierząt na Paluchu, które jest bardzo blisko Okęcia, znajdzie tam podobnego kota i włoży do klatki zamiast nieboszczyka... Tak też zrobiono. Nastąpił jednak nieoczekiwany zwrot akcji. Kiedy pasażerka otrzymała klatkę, otworzyła ją i omdlewając, krzyknęła: „O rany boskie, ożył w czasie rejsu”. Okazało się, że leciała z martwym kotem, by go pochować w Polsce…" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cytowałam już kiedyś fragment tej książki na blogu :) bardzo podobała mi się ta książka i większość przytoczonych tam historii :)

      Usuń
    2. książka super! napisana językiem przystępnym a jednak zdradzająca tyle szczegółów jeśli chodzi o pracę linii lotniczych, lotnisk, samolotów.. chyba sobie raz jeszcze przeczytam :)

      Usuń