Wasze Zakręcone Podróże #1

Przypominałam Wam ostatnio o Zakręconych Podróżach na facebook'u informując, że jeśli macie jakieś śmieszne historie to możecie mi je śmiało wysyłać na e-maila: samolotowoo@gmail.com . (Wciąż Was na to namawiam). Jedną z takich opowieści wysłał mi Marcin: 

Rzecz działa się na lotnisku w Gdańsku dobre kilka lat temu, kiedy na obecnych przylotach były i odloty i przyloty. Po prawej na Shengen (przy bramce obok której w barze pracowała Pani, która kiedy głośno zastanawiałem się czy zjeść kanapkę na lotnisku czy w samolocie chwaliła się "Panie, żadna Stewardessa Panu takiej nie zrobi") już po kliku piwach i pijąc następne, dość sporą paczką czekaliśmy na Wizza do Paryża, zauważyliśmy pomarańczową "dość samotną" walizkę na środku terminala. Zaczęliśmy się śmiać, że jak zaraz się po nią nikt nie zgłosi będzie ewakuacja terminala. Po jakiś 5 minutach z głośnika usłyszeliśmy informację w języku polskim i angielskim, że ktoś zostawił pomarańczową walizkę i jest proszony, żeby ją zabrać. Minęło następne kilka łyków piwa i nikt się nie zgłosił, za to pojawiało się następne ogłoszenie po polsku i angielsku oraz w okolicach walizki zaczęły krążyć jakieś służby. Wtedy zaczęliśmy się ze znajomymi zastanawiać, co by było, gdyby właścicielem tej walizki był nie mówiący po polsku ani po angielsku francuz, lecący jak my do Paryża. Postanowiliśmy "rozkminić" jak po francusku może być - zaginął pomarańczowy bagaż. Z racji paru piwek robiliśmy to dość głośno, wersja w końcu wyszła - " de la oranż, bagaż" ale brakowało nam słowa zaginął, więc kolega dopowiedział "bum bum" - więc finalnie " de la oranż bagaż bum bum" - zaczęliśmy się śmiać, a w tym momencie wstał siedzący za nami francuz i poszedł odebrać swoją pomarańczową walizkę ;) Podejrzewam, że jeszcze w Paryżu mieliśmy niezły ubaw z tej walizki, a przykład pokazuje jakim fajnym językiem jest francuski ;)

1 komentarz: