USA trip - Nowy Jork

USA trip - Nowy Jork

Decyzje o naszej amerykańskiej podróży podjęliśmy prawie rok przed wyjazdem. Nie wiem, jak macie Wy, ale ja jak tylko usłyszę „podróż”, „musimy coś zarezerwować” to nie mogę przestać o tym myśleć i czekam z niecierpliwością na dzień wyjazdu. Nie inaczej było z ta podróżą. Początkowo mieliśmy wyjechać tylko i wyłącznie do Nowego Jorku, ale z czasem postanowiliśmy, ze zrobimy sobie mały Road trip i pojedziemy jeszcze w kilka innych miejsc. Padło na trzy dni w Nowym Jorku, dwa dni w Montauk, dwa dni w Filadelfii, dwa dni w Waszyngtonie i jeden (ostatni) dzień w Nowym Jorku.

Pierwszy post chciałabym poświęcić samemu Nowemu Jorkowi.  


Przed wylotem zdecydowanie polecam przeczytać książkę Magdy Muszyńskiej-Chafitz „z Nowym Jorkiem na NY” - nie jest to typowy przewodnik, których nie lubię, ale książka pełna naprawdę przydatnych informacji. Gdzie zjeść za mniej niż 10$, Gdzie i jak najlepiej szukać noclegu, Coś dla kobiet, czyli gdzie robić zakupy i do jakich discountów pojechać i wiele wiele innych naprawdę dobrych porad, które zdecydowanie przydadzą się podczas podróży. Do listy książek o Nowym Jorku dodała bym również „ask a native New Yorker”, która znalazłam w księgarni podczas naszej podróży, ale o tym napisze inny post.

Jeśli chodzi o bilety to my kupiliśmy przeloty Lufthansą, którą polubiliśmy latać. Przyznam tez, ze powodem wyboru były tez samoloty - do JFK lecieliśmy A380 (mój ulubiony samolot), a wracać mieliśmy A350 - niestety na powrocie samoloty zostały zamienione i koniec końców lecieliśmy A340 - nie tak źle, ale mam wielka nadzieje, ze w końcu uda się polecieć A350. Jeszcze jednym powodem, dla którego wybraliśmy Lufthansę, jest jeszcze długość przesiadki. Ktoś nazwie mnie wystraszonym kurczaczkiem, ale wolę mieć więcej czasu i spokojną głowę, niż pędzić łeb na szyje do gate’u z nadzieją, że zdążę. Zresztą wiem też jak to wygląda – sloty, pogoda, odladzanie, problemy techniczne. Nigdy nie masz pewności, że samolot wyleci i przyleci na czas, a ty na spokojnie zdążysz na swoją przesiadkę. Plus zawsze sprawdzam jaki jest minimum connection time na danym lotnisku. I tak, jestem świadoma, że linia lotnicza sprzedając bilety z krótkim transferem – jeśli pasażer nie zdąży musi zagwarantować nowy lot, plus ewentualnie nocleg, jeśli tego dnia nie ma już żadnych lotów do miejsca, do którego zmierzasz. Niemniej nie chciałabym tracić swojego czasu i jednego dnia straconego na missed connection.

A ceny biletów to myślę, ze były bardzo porównywalne do KLM, czy LOT, tutaj muszę dodać, ze koniecznie chcieliśmy lecieć z Gdańska, a nie tarabanić się do Warszawy i tracić 4 godziny na dojazd. Norwegian ma bardzo dobre ceny biletów - przynajmniej bazowych, w jedna stronę możecie zapłacić nawet 800 zł, ale aleeee do tego trzeba dodać cenę za bagaż plus jedzenie na pokładzie.

Nocleg

Nie ukrywajmy, noclegi w NYC nie należą do najtańszych. Nam wybór noclegu zajął 2-3 dni. Przeglądanie Air BnB, Bookingu – szukaliśmy też na innych stronach, ale albo nie wyglądały mieszkania/apartamenty zbyt przyjaźnie, a nie chcieliśmy ryzykować, albo ceny sięgały takiego kosmosu, że moglibyśmy zostać w domu. Na szczęście trzeciego dnia udało nam się znaleźć bardzo fajny hotel – w świetnej lokalizacji, gdzie? Między 5tą i 6tą aleją. Marzenie! Mały pokój z łazienką, czysto, schludnie – no i ten widok! Pomimo, że pokój mieliśmy na 15 piętrze, wśród tych wieżowców miało się wrażenie, jakbyśmy byli na czwartym. Co do posiłków to w cenę doliczają naprawdę niewielkie śniadanie, zresztą to co zauważyliśmy to to, że śniadania w hotelach w Nowym Jorku są naprawdę nieznaczne i nie opłaca się wykupywać śniadania. No chyba, że ktoś wynajmuje apartament przy Central Parku za jedyne 90 tys. zł za noc J  Dookoła można było znaleźć pełno śniadaniowych lokali, w tym, jeśli ktoś lubi, Starbucksa.


Co robić w Nowym Jorku?

Chodzić. Lecąc do NYC pamiętajcie o zabraniu wygodnych butów – to miasto trzeba „obejść”. My w ciągu dwóch dni zrobiliśmy ponad 40 km i dalej było nam mało. Oczywiście możecie jeździć metrem z punku A do punktu B, ale chodząc możecie odkryć o wiele więcej i trafić na naprawdę piękne miejsca nie wymienione w przewodnikach.

Co ja polecam? Na pewno wybrać się na Top of the Rock, żeby zobaczyć całą tą betonową dżunglę z góry – robi wrażenie! Cena za wjazd na górę to 38$ za osobę dorosłą. Bilety można kupić na miejscu lub przez stronę internetową, gdzie wybieracie datę i godzinę wjazdu. A jeśli nie jesteście pewni kiedy dokładnie chcecie się wybrać na Top of the Rock to możecie też kupić bilet bez daty i godziny, a w dniu wycieczki pójść do kasy i wymienić na konkretny termin, jeśli oczywiście będą miejsca. A  jeśli mielibyście ochotę przyjść w godzinach wieczornych, żeby zobaczyć zachód słońca to musicie do ceny wyjściowej dodać 10$.




Wypić kawę w central parku, ale nie siedźcie tylko na ławce – Central Park ma 341 hektarów powierzchni – jest gdzie wędrować i się zgubić. A przede wszystkim oderwać się od zgiełku miasta i odetchnąć na chwilę. W książce Magdy, o której wspominałam na początku, przeczytacie, że w Central Parku można spędzić nawet weekend - tyle jest tam atrakcji do zobaczenia. 





Pójść do China Town na przepyszne dim sum lub, na co akurat będziecie mieli ochotę, ale jeśli wolicie włoską kuchnię to Little Italy również się poleca.

Przejść się po Brooklyn Brigde – najlepiej wcześnie rano, kiedy nie ma tłumów, aby dojść do Dumbo -  jedno z bardziej instagramowych miejsc w Nowym Jorku z mostem Manhattańskim w tle. A jeśli pójdziecie trochę dalej to zobaczycie przepiękną panoramę dolnego Manhattanu zza rzeki Hudson.





Wieczorem warto wybrać się do Bryant’s park, przy którym stoi publiczna biblioteka, która także jest warta zobaczenia, a niektórzy mogą ją kojarzyć z filmu „Seks w wielkim mieście”.

Nie zapomnijmy o Grand Central Station, który fani serialu „Plotkara” na pewno kojarzą z pierwszego odcinka pierwszego sezonu serialu. Z tego historycznego dworca nie tylko dostaniecie się np. na Long Island, ale również możecie coś zjeść lub pójść na zakupy. Na dworcu odbywają się również różnego rodzaju wydarzenia. A jeśli chcecie poznać GCS bliżej to możecie wykupić nawet wycieczkę z przewodnikiem.


Ground Zero – myślę, że będąc w Nowym Jorku nie można nie przyjść do tego właśnie miejsca. Upamiętniające zamachy z 11 września 2001 roku dwa pomniki – fontanny stojące w miejscu, gdzie wcześniej stały dwie wieże World Trade Center. Na murach każdej z nich wypisane są imiona i nazwiska osób, które zginęły tego dnia w zamachu. Na mnie osobiście ogromne wrażenie robi to, że woda spływa na sam dół, w tą ciemną otchłań, tak jak dwie wieże runęły tego pamiętnego dnia.

Times Square - miejsce, które kojarzy się z ogromną ilością reklam świetlnych, a mnie przede wszystkim z ogromnym tłumem ludzi. Co roku organizowany jest tam Sylwester z clue programu, czyli opuszczaniem wielkiej kuli i jednocześnie odliczaniem do Nowego Roku. Fajnie zobaczyć, ale na chwilę - w takim tłumie ludzi ciężko przebywać więcej niż 15 minut.


Nowy Jork pokochałam już podczas mojej pierwszej wizyty dwa lata wcześniej - i tym razem mnie nie zawiódł. Magią jest, ze na takiej powietrzni, Nowy Jork ma 783 km2, mieszka i pracuje tyle ludzi, a w samym centrum ma Central Park, jak dla mnie jeden z piękniejszych parków, który pomimo centralnego położenia wygłusza szum miasta i daje wytchnienie od zgiełku. To co lubię najbardziej to spójność - o dziwo stare budownictwo komponuje się z tym nowym, no i jak przy tej okazji nie wspomnieć, ze wygląda tak samo jak w filmach.

Pewnie jeszcze niewiele zobaczyłam w Nowym Jorku, ale wierzę w to bardzo, że jeszcze tam wrócimy i będziemy mogli zobaczyć o wiele więcej.


Zrobiłam licencję pilota!

Zrobiłam licencję pilota!

Do zrobienia licencji zbierałam się bardzo długo. Zdecydowanie za długo, ale jeśli i Wy jeszcze zastanawiacie się, czy zrobić licencję to mam nadzieję mój post pozwoli Wam podjąć szybko decyzję. Najczęściej zadawanym pytaniem jakie zadawali mi znajomi, czy tez obcy ludzie było „ile to kosztuje?” - nie zdradzę tu wielkiej tajemnicy jeśli powiem - sporo. Dlatego postanowiłam opisać, jak udało mi się zrobić licencje PPL(A), czyli licencje pilota turystycznego na samoloty typu Cessna 150/152, ile trzeba przygotować pieniędzy i jak fajnie było polecieć Cessną po raz pierwszy samemu.


To był jeden z tych dni kiedy obudziłam się z myślą „już czas! Nie mogę odkładać tego dłużej”. Jedynym zmartwieniem było skąd wziąć pieniądze. Po dłuższych rozmyślaniach zadecydowałam, że wezmę kredyt. Tak, ktoś by pomyślał „kredyt na latanie? Zwariowała”. Możliwe, ze zwariowałam, ale przygotowując się mentalnie do zrobienia licencji myślałam raczej w sposób „jeśli zrobię licencje zawodowa to mi się zwróci”. I tak podchodzę do tego tematu w taki sposób - robienie licencji jest jak biznes. W każdym biznesie najpierw wkładasz pieniądze - bierzesz kredyt, czy dostajesz dofinansowanie, żeby po jakimś czasie móc w końcu być na plusie i zarabiać pieniądze.

Zanim zajęłam się załatwianiem kredytu zaczęłam realizować moja listę rzeczy do zrobienia. Zaczęłam wiec od badań lotniczych, które były serią niefortunnych zdarzeń - poczynając od opóźnionego samolotu przez kolejkę do odladzania (w maju!), późniejsze bieganie po Warszawie, bo trafiłam nie do tego Lux Medu, do którego miałam trafić - na szczęście ten z badaniami lotniczymi oddalony jest ok. 500 metrów dalej i jakimś cudem zadyszana i spóźniona 15 min dobiegłam. Kiedy już weszłam do recepcji okazało się, ze nie jestem umówiona - nie na dziś, w ogóle! Na szczęście Lux Med wysyła SMSy przed wizyta i mogłam potwierdzić, ze umówiona tutaj, teraz i na dzisiaj. Pobieranie krwi - no cóż, moja żyła postanowiła zastrajkować i... trzeba było kłuć z drugiej ręki.

Myślicie, ze to było wszystko? Oczywiście, ze nie! Czekając na badanie wzroku, dowiedziałam się, ze spirometr jest zepsuty i możliwe, ze dotrze dzisiaj, ale może być tak, ze będę musiała przylecieć tu tez następnego dnia. Na domiar złego komputer badający mój wzrok nie mógł „wyczytać” moich oczu, pani zajmująca się badaniem powiedziała, ze zdarza się to bardzo rzadko, ale „na moje szczęście” nie jestem pierwsza, której się to przydarzyło. Ufff cóż za ulga. Badanie powtarzałyśmy 3 razy i za 4 się udało.

Spirometr na szczęście dotarł tego samego dnia, a ja mogłam zakończyć mój piękny dzień i wrócić zaplanowanym samolotem do domu z pozytywną decyzją od lekarza orzecznika.

Badania lotnicze wstępne możecie zrobić w Warszawie i Wrocławiu. Ja wybrałam Lux Med, ale można również wybrać WIML lub inna placówkę medycyny lotniczej - informację na temat placówek znajdziecie TUTAJ na stronie Urzędu Lotnictwa Cywilnego. Cena takiego badania? Ja chcąc sprawdzić, czy po zrobieniu PPL(A) będę mogła ruszyć dalej z lataniem zrobiłam klasę 1, której cena wynosi 600 zł za badania wstępne.


Co później? Wiedząc już, ze mam zielone światło w sprawie badań postanowiłam poszukać, gdzie mogę zrobić kurs teoretyczny. Padło na stronę Avioner, gdzie kurs można zrobić online - jak to wygląda? Każdy z przedmiotów ma nagrane wykłady online, które możesz oglądać, o której i kiedy chcesz, czyli wtedy kiedy masz wolne i możesz się skupić. Co do samych egzaminów to były one prowadzone online na żywo - najpierw wykładowca streszczał czego mogliśmy się dowiedzieć na wykładach, a później egzamin.
Czy polecam? Zdecydowanie tak, a szczególnie dla osób, które nie maja czasu na stacjonarne kursy - przez pracę, szkolę, czy inne obowiązki.
Cena takiego kursu? 1310 zł


Najważniejszy punkt programu, a jak dla mnie chyba najbardziej ekscytujący. Po skończeniu teorii w końcu mogłam pojechać do Aeroklubu Gdańskiego zapisać się na kurs praktyczny. I tak zaczęła się najlepsza przygoda w moim życiu - latanie! Począwszy od pierwszych lotów po okręgu, do pierwszego i ostatniego lotu samodzielnego po trasie. No i zdecydowanie atmosfera w Aeroklubie. Nieważne jeśli się kogoś nie znało - każdy podchodził do każdego, pytał o latanie, samoloty - zdecydowanie bardzo rodzinnie i przyjacielsko. To tez tyczyło się pomocy przy wyciąganiu samolotu z hangaru, czy innych wydarzeń.

Dlaczego Aeroklub Gdański? Bo jak dla mnie najbliżej. Do wyboru miałam jeszcze szkołę w Watorowie, która proponowała bardzo ciekawe warunki, ale doliczając cenę za dojazdy (moja luxtorpeda paliła wtedy 9l/100km!) plus noclegi - kwota rosłaby w zatrważającym tempie, a jednak trzeba było oszczędzać.
Za kurs praktyczny w aeroklubie gdańskim zapłacicie 26550 zł.





Nie bierzcie tych cen za pewnik - są to kwoty, które ja wydałam na moją licencję - oczywiście warto też doliczyć kwotę za egzamin praktyczny i teoretyczny w ULC, książki do nauki, nakolannik, flight plog, mapy lotnicze, czy inne potrzebne do robienia licencji przedmioty. Dodajcie też kwotę za przejazdy do szkół/aeroklubów, później na egzaminy itp.

Można również skorzystać z ofert np Wizz Air Pilot AcademyLOT Flight Academy lub po prostu poszukać ofert innych szkół, które mają programy - jak ja to nazywam - od zera do bohatera :)

Usłyszenie siebie na ATClive, lądowanie na lotnisku w Gdańsku, wszystkie kawy wypite podczas naszych lotów po trasie, otwieranie lekko zmarzniętego hangaru o poranku, pierwsze loty samodzielne - to wszystko i nie tylko wyżej wymienione - składa się na mój przepis na szczęście.

Niestety aktualnie zostaje na ziemi, ale jak tylko będę mogła to z powrotem ruszam podbijać przestworza.
moda lotnicza - enter air

moda lotnicza - enter air

Linia czarterowa, której stroje podobają mi się najbardziej. Stewardessy wyglądają bardzo dostojnie. Szczególnie uroku dodają furażerki. Jedyny minus ich uniformów to falbankowe gumki do włosów. 

Linia została założona w 2009 dlatego też nie ma żadnej dłuższej historii strojów. Z bardzo nie dopasowanych żakietów zmieniły się w bardziej kobiecie. Dodatkowo kilka lat temu do mundurów dodano właśnie furażerki. Kolory mundurów dopasowane są tak, by integrowały się z wizerunkiem linii. Ale nie same stroje, a dodatki zostały dobrane również tak by były jednolite i eleganckie. 

Wszystkie zdjęcia pochodzą z oficjalnego profilu linii lotniczej Enter Air 


























RANKING - ULUBIONE WYPOWIEDZI PASAŻERÓW

RANKING - ULUBIONE WYPOWIEDZI PASAŻERÓW

Stało się. Postanowiłam usiąść i wymienić kilka moich ulubionych tekstów pasażerów. Niektóre ulubione bo śmieszne, a niektóre niestety w cudzysłowiu. Wiele z nich wstawiałam Wam na tablicę na facebook'u, by od razu podzielić się szokiem, bądź pośmiać się razem z tego co wymyślają pasażerowie. Podjęłam decyzję by zebrać te wyjątkowe. Chciałam stworzyć ranking, ale nie jestem w stanie wybrać kilku ulubionych. Wszystkie uwielbiam. 




Zaczynamy!

Wypowiedź, która zdobyła najwięcej udostępnień na facebook'u. Do tej pory, niektórzy znajomi przypominają mi o tym tekście. 

Pax: Przepraszam, a ZZIM to skad leci?
Aop: Słucham? 
Pax: Pytam z jakiego gate leci ZZIM? 
Aop: ...... 


***

Pax: Hello! 
Aop: Hi! (Patrzę na dokument). O, ale pan mówi po polsku.
Pax: No tak, ale nigdy nie wiadomo kto i skąd tu pracuje
Pax2: Pffff Hahahaha myślisz, ze ktoś z zagranicy do polski przyjechałby pracować? 

***

Aop: Ofoliował pan bagaż bo jest uszkodzony, czy zabezpieczony? 
Pax: eeeee
Aop: Uszkodzony tak?
Pax: Nie wiem
Aop: No pan powinien to wiedzieć, to jak jest? 
Pax: A jaka jest dobra odpowiedz ? 

***

Pax: Podobno tutaj mam zostawić swoje bagaże.
Aop: A gdzie Pan leci?
Pax: Do Norwegii 
Aop: A gdzie dokładnie?
Pax: A skąd mam to wiedzieć?

Ups.


To jest jeden z tych tekstów, który ulubiony wstawiłabym w cudzysłów. Ostatnio bardzo często przytaczany w rozmowach z różnymi osobami. 

Pax: Jeszcze my!
Aop: No niestety jest już za późno, samolot jest już zamknięty.
Pax: Proszę coś zrobić - zadzwoni pani do pilota
Aop: Nie mam niestety takiej możliwości.
Pax: No niech pani coś zrobi, a nie stoi jak ta ku**a.

***


Pax: Już dawno powinniśmy być w samolocie! Co się tu Dzieje?
Aop: Czekamy na załogę 
Pax: Kogo?
Aop: Pilot? stewardessy ?
Pax: To nie może polecieć ktoś inny?

***


Z serii "miło usłyszeć"

Matka do syna: widzisz Piotruś, jak nie będziesz się uczyć to skończysz jak ta pani.


***

PAX: Mogę zadać pani pytanie?
AOP: Oczywiście
PAX: Czy w bagażu rejestrowanym mogę przewozić ser?
AOP: Tak
PAX: Bo wie pani, ja to lubię ser z Biedronki - pakowany po kilka plasterków, bardzo dobry. A czy mogę w bagażu przewozić wędlinę? 
AOP: Tak
PAX: Wie pani, tym razem kupiłam w w Biedronce i Lidlu - chcę sprawdzić, które lepsze. Tak samo pakowany jak ser - w plasterki. I jeszcze jedno pytanie - czy mogę przewozić w bagażu.. chodaki?? Lubie sobie w nich pochodzić po mieszkaniu.

***

Aop: Niestety bagaż jest za ciężki. Trzeba wypakowac ten kilogram . 
Pax: No trudno. Dawaj Halinka wypakujemy te kiełbe może się uda zjeść po drodze .

***

Podchodzi Pasażer do Check-inu:
AOP: Gdzie Pan leci?
Pax: No jak to gdzie??? Do Eindhoven. Co tydzień latam do brata!

***

Pax: Proszę pani, a jak lecę do Warszawy to, do której bramki mam się udać?
Aop: A czym Pan leci? 
Pax: Lufthansa
Aop: Lufthansa ?? 
Pax: Nie no.. tak tylko strzelałem. Zaraz sprawdze. 

***

Aop: Widzę, ze w systemie jest mały bagaż podręczny, a ma pan duży
Pax: Ale jak to?
Aop: No tak. Na karcie ma pan nawet napisane maly bagaz podreczny
Pax: No ale jak to?! Ja rozmawialem z panem Wizirem !!

***

Pasażer podchodzi do Check-in'u i pokazuje bagaż podręczny:
Pax: Przejdzie?
AOP: Nie 
Pax: No to chu* Ci w d*pę.

***

AOP: Uff! Dobrze, że Pan zdążył bo właśnie zamykamy gate.
PAX: Jak to?
AOP: Normalnie, przed chwilką koleżanka wołała ostatnich pasażerów
PAX: Ale, że Grzecha????

***

AOP: Niestety będą musieli Państwo dopłacić za te dodatkowe kilogramy.. Zaraz wypiszę rachunek i z tym kwitkiem trzeba się udać do kasy biletowej. 
(po 5 minutach i opłaceniu dodatkowych kg za miliony monet)
Pax: Czy mogę Panu coś powiedzieć?
Aop: Proszę
Pax: Wie Pan co jest na końcu świata?
Aop: No co?
Pax: Gówno
Paris je t'aime

Paris je t'aime

Pisząc ten post i przeglądając już długo ładujące się zdjęcia na komputer znowu oczami wyobraźni zawędrowałam do Paryża. Nie była to moja pierwsza wizyta w tym mieście, ale ku mojemu zaskoczeniu ta, która sprawiła, że zakochałam się w nim. Cisza, spokój, ludzie pijący kawę w kawiarniach, rozmawiający o wszystkim, przepiękne uliczki, budynki, widoki. Wszystko to składa się na obraz Paryża idealnego. I pomimo jesieni, która przywitała mnie pierwszego dnia, już kolejne były bardzo letnie. 



Dojazd 

Bilety kupiłam na stronie Wizz Air. Nie były najtańsze bo z ostatecznym wyborem miejsca na urlop czekałam do samego końca. Tak czy inaczej trasa: Gdańsk - Paris Beauvias i z powrotem. Samo lotnisko w BVA jest wielkości nawet nie poprzedniego terminalu w Gdańsku, a jeszcze wcześniejszego, który teraz robi za Terminal Cargo. Na terminalu po przejściu znajduje się sklep wolnocłowy i kawiarnia. Nie ma opcji, żeby zagubiony pasażer  biegał nie wiedząc gdzie pójść. Na tym lotnisku mają aż 4 gate'y + dwa non-schengen. Wszystko w obrębie wzroku. 

Za bilet z BVA do Paryża, a dokładniej do przystanku Port Maillot zapłaciłam 17Euro (w jedną stronę)). Można również kupić wcześniej bilet przez internet, wtedy bilety kosztują 15,90Euro. 
Jeśli jednak zadecydujecie tak jak ja i będziecie kupować bilet na lotnisku to nic trudnego. Kasa z biletami znajduje się zaraz przy taśmach bagażowych, obok wyjścia z przylotów. A kierunkowskazy na przystanek są wszędzie wywieszone. Wystarczy dobrze się rozglądać, lub po prostu pójść za tłumem. :) 

Czas dojazdu to ok. godziny. Po powrocie z urlopu wiele osób pytało mnie właśnie o ten dojazd. Czas dojazdu jest dokładnie taki sam jaki ja poświęcam na dojazd do pracy. 

Przy okazji dojazdu do samego Paryża napiszę również o powrocie. Autobusy z przystanku Port Maillot wyjeżdżają na trzy godziny przed planowanym odlotem samolotu. Mi na szczęście z powodu wolnych miejsc we wcześniejszym autobusie udało się dojechać trochę wcześniej. 

Po dojeździe do Port Maillot kto blokował wjazd na parking? Wejherowo :) Pozdrawiam!

"Paryż jest drogi"

Ile to już razy usłyszałam od znajomych, że w Paryżu jest drogo. Sama przed wyjazdem trzęsłam portkami, że mi nie starczy na nic. 

Fakt, jeśli obiady jadasz codziennie na mieście to uzbierane kieszonkowe szybko się wykruszy i nie będziesz miał za co korzystać z innych atrakcji. Miałam to szczęście, że w Paryżu miałam już załatwione nocowanie. Tak więc po porannym zwiedzaniu, wracałam do mieszkania, by ugotować sobie obiad. Produkty kupowałam w pobliskim markecie i powiem Wam szczerze, że ceny są porównywalne do tych, które oferują nam polskie sklepy. Ba! Nawet, niektóre rzeczy były tańsze. Wystarczyło tylko się dobrze rozejrzeć i wybrać coś odpowiedniego. Średnio za zakupy płaciłam ok. 5 Euro. I to w samym centrum Paryża!

Czego najlepiej NIE robić

O tym, że w Paryżu kradną wiem. Gdy tylko dojechałam do mojego lokum dowiedziałam się, by nie rozmawiać po polsku w metrze i nie patrzeć się ludziom w oczy. Dlaczego tak? W Paryskim metrze są grupy zorganizowane młodych dziewczyn. Podsłuchują kto nie mówi po francusku i kradną. 

O opcji z oczami oglądałam w "Zakochany Paryż", więc gdy tylko miałam okazję zapytałam o co w tym wszystkim chodzi. Najprościej rzecz ujmując Francuzi uważają to za bardzo natarczywe patrzenie się obcej osobie w oczy. 

See you soon Paris

Do Paryża wracam za rok. Podczas tej wizyty spełniłam wszystko co zapisałam sobie na mojej liście: (najdroższa w moim życiu) kawa pod wieżą Eiffla, bagietka, makaroniki od Laduree (które zdecydowanie polecam!), wino i sery. Mam nadzieję, że za rok dojdą nowe podpunkty, a Paryż znowu mnie oczaruje i to zauroczenie będzie trwać dłużej. Tymczasem dzielę się z Wami kilkoma zdjęciami z Paryża. Nie zobaczycie wśród nich zdjęć z muzeów - ten wyjazd miał być typowo spacerowy. I taki też był. 

Paris Je t'aime !























































































POWIEDZ MI, CZYM SIĘ ZAJMUJESZ: Stewardem być... w dreamlinerze

POWIEDZ MI, CZYM SIĘ ZAJMUJESZ: Stewardem być... w dreamlinerze

O zawodzie Stewarda/Stewardesy słyszy się bardzo dużo. Wiele osób zazdrości dalekich podróży. Jednego dnia jesteś w Polsce, drugiego odpoczywasz sobie na Manhattanie, by następnie znowu znaleźć się w ojczyźnie. Inni natomiast zazdroszczą samego latania - co jak co, ale każdy miłośnik latania ucieszył by się na myśl o kilku rejsach w ciągu jednego dnia. Natomiast znam takich, którzy zawód ten komentują "kelnerzy w powietrzu" . 

Pewnego dnia przeglądając Instagram trafiłam na profil Stewarda, który lata Dreamlinerem (jednym z trzech najpiękniejszych samolotów - wdł. mnie). Nie omieszkałam zadać mu kilku pytań - jak odnosi się do opinii na temat jego zawodu, czy jakie warunki trzeba spełniać by latać jako Steward. Wszystko to by przybliżyć Wam zawód załoganta. Wywiad oprawiony jest  pięknymi zdjęciami z profilu Tomka





Moje pierwsze pytanie dotyczyć będzie stereotypu dotyczącego bycia załogą w samolocie, a dokładniej stewardem /stewardesą. Wiele osób uważa, że to bycie kelnerką w powietrzu. 

Zapewne ten stereotyp wziął się z tego, że to najbardziej widoczna dla pasażerów część naszej pracy. Posiłki i napoje serwujemy podczas każdego rejsu. Do sytuacji awaryjnych jesteśmy przygotowani zawsze, ale bardzo rzadko, na szczęście, pasażerowie mogą przekonać się o naszych umiejętnościach naocznie. A trzeba pamiętać, że przechodzimy wiele szkoleń - zarówno teoretycznych jak i praktycznych z zakresu ratownictwa medycznego, czy nawet z podstawowej wiedzy o budowie samolotu. Ta wiedzę wykorzystujemy rzadko, ale gdy zajdzie taka potrzeba załoga musi działać bezbłędnie.

Na co dzień również wykonujemy wiele obowiązków związanych z bezpieczeństwem lotu - jak sprawdzenie sprzętu awaryjnego, przygotowanie kabiny samolotu pod względem bezpieczeństwa do lotu i inne. Wszystkie te czynności wykonujemy przed wejściem pasażerów. W momencie boardingu wszystko musi być już gotowe do przyjęcia naszych gości na pokład.



Właśnie, za nim już zostaniesz stewardem trzeba przejść specjalne szkolenia. Jak one wyglądają? Jakie trzeba spełniać warunki, żeby zostać stewardem? 

Szkolenie trwa kilka tygodni i w przypadku LOT-u prowadzone jest przez doświadczonych instruktorów, którzy sami w powietrzu spędzili wiele tysięcy godzin.

Szkolenie zaczyna się od teorii. Do przyswojenia jest kilkaset stron procedur opisujących działania w sytuacjach standardowych i awaryjnych. Kurs poprzeplatany jest ćwiczeniami praktycznymi, wizytami w samolocie oraz ćwiczeniami na symulatorze. W symulowanej scenerii kabiny samolotu uczymy się postępowania w sytuacjach awaryjnych, na przykład jak szybko zabezpieczyć pokład samolotu na wypadek ognia czy jak sprawnie i bezpiecznie przeprowadzić ewakuację pasażerów. Na zakończenie takiego szkolenia zdajemy egzamin i dopiero po jego wynikach dowiadujemy się czy zostaliśmy członkami personelu pokładowego czy nie. Gdy wynik jest pozytywny, rozpoczynamy tak zwane wprowadzenia na poszczególne typy samolotów i tak zaczyna się nasza przygoda z lataniem.

Jeśli chodzi o wymagania do zawodu, to każda linia lotnicza wyznacza warunki przyjęcia kandydatów według swoich standardów, trochę jak w przypadku każdej innej rekrutacji. W przypadku pracy na pokładzie samolotu wiele kwestii reguluje jednak precyzyjnie sformułowane prawo i przepisy polskich i międzynarodowych instytucji. Zazwyczaj rekrutacja jest wieloetapowa i obejmuje rozmowę kwalifikacyjną, zadania grupowe, testy psychologiczne, egzamin językowy oraz badania lekarskie.


Powiedz proszę jak wygląda typowy (wiem, że w lotnictwie nie ma typowych dni) dzień załogi? Latasz Dreamlinerem - ile masz dziennie lotów? Jakie najczęściej destynacje? 

Zgadza się - bardzo trudno opisać mój dzień czy nawet miesiąc, ponieważ każdy jest inny i to w tej pracy mi szczególnie odpowiada. LOT lata do prawie 60 destynacji w Europie i na świecie co sprawia, że praktycznie każdy miesiąc pracy wygląda zupełnie inaczej.

Zazwyczaj wykonujemy około 3-4 lotów długodystansowych w miesiącu oraz kilka lotów europejskich. Najbardziej specyficzne są loty długodystansowe. Wychodząc na taki lot do domu wracam po kilku dniach. Najczęściej zdarzają nam się rejsy do USA (Nowy Jork, Chicago), gdzie LOT lata nawet 2 razy dziennie. Osobiście najbardziej lubię rejsy do Pekinu. Nie mogę się już też doczekać stycznia, gdy zaczniemy latać do Tokio! Każda destynacja dalekodystansowa jest ciekawa. Zimą latamy dla biur podróży do najbardziej egzotycznych miejsc (m.in. Bangkok, Varadero, Cancun, Colombo, Ho Chi Minh czy na Zanzibar) w rejsach czarterowych i to też są interesujące loty. Żadnego z nich nie da się porównać, powtórzyć i to jest najciekawsze.


Masz szansę zobaczyć coś poza lotniskiem? 

Rzadko, ale tak! Szczególnie w lotach długodystansowych. Są one na tyle długie, że załoga musi odpocząć w porcie docelowym przed rejsem powrotnym. W zależności od długości lotu i przepisów odpoczynek trwa od jednego do kilku dni. Dlatego czasem udaje się odwiedzić miejsca, które znamy z filmów lub zdjęć.




Latałeś już wcześniej na innych samolotach? Jaka jest różnica w obsłudze na 787 w porównaniu z innymi?

To zupełnie nowa jakość podróży, a dla nas pracy. Benefity dla pasażerów zostały już omówione szeroko w mediach przy okazji wprowadzenia Dreamlinerów do floty LOT-u dwa lata temu. Na pewno wszyscy entuzjaści lotnictwa wiedzą o większych oknach przyciemnianych monochromatycznie, czyli przy pomocy przycisku, a nie standardowej kurtynki. Na pokładzie jest też o wiele wilgotniejsze powietrze, niższe ciśnienie i dzięki nowoczesnym silnikom generalnie dużo ciszej.

Z naszej perspektywy praca w tym samolocie wygląda również zupełnie inaczej. Pokład podzielony jest na 3 klasy podróży, kabina jest bardziej przestronna, oświetlenie bardziej przyjazne co z pewnością wpływa na zmniejszenie jet lagu. Mamy również specjalne miejsca do odpoczynku - w najdłuższych lotach mamy chwilę, aby odpocząć. Tu jednak musimy się zmieniać tak, by zawsze część załogi była na „posterunku”.


Sama z doświadczenia wiem, że bywają różni pasażerowie . Największy problem zawsze sprawiają ci (łagodnie nazwe) niezdyscyplinowani - jak sobie radzicie z ciężkimi pasażerami? Przecież nie w każdym przypadku informujecie kapitana z prośbą o lądowanie i wysadzenie takiego pasażera.

Do każdego przypadku trzeba podejść indywidualnie. Przyczyny takich zachowań mogą być bardzo różne - zdarzają się na przykład przypadki bardzo silnego stresu przed podróżą samolotem, czy generalnie słabego samopoczucia psychicznego czy fizycznego. Załoga musi mieć w pewnym sensie umiejętności psychologa, dlatego zawsze staram się zbadać przyczynę problemu i rozwiązać go na pokładzie. Przerwanie rejsu i lądowanie na najbliższym lotnisku to ostateczność i takie przypadki mają miejsce niezwykle rzadko. No chyba, że grę wchodzi zdrowie pasażera. W takim wypadku nie ma się nad czym zastanawiać – kapitan ocenia sytuację, podejmuje decyzję o lądowaniu i daje znać służbom naziemnym, by po wylądowaniu pasażerowi natychmiast została udzielona specjalistyczna pomoc. Z emocjami pasażerów dużo łatwiej sobie poradzić.




Odnośnie samego latania: bałeś się kiedyś?

Nie, nigdy!:) Ale jestem specyficznym przypadkiem- chodzę z głowa w chmurach. Więc nawet największa turbulencja jest mi nie straszna. Lubię wtedy patrzeć na skrzydło - jak cała konstrukcja „pracuje”, rusza się. Wiem, że samolot jest w stanie znieść to i jeszcze o wiele więcej, a znając doświadczenie naszych pilotów dodatkowo mam stuprocentowe poczucie bezpieczeństwa.


Gdybyś jeszcze raz miał wybrać drogę życiową, wybrałbyś to samo? bycie stewardem? 

Zdecydowanie tak. To fascynująca praca, pełna nowych wyzwań. Ciągle poznajesz nowych ludzi, nowe kultury. A Twój miesięczny grafik pracy nigdy nie wygląda tak samo!:)
Mazury Airshow - 2015

Mazury Airshow - 2015

Każdy z nas ma w ciągu jednego roku jakieś wydarzenie, na które czeka i czeka i doczekać się nie może. Niektórzy oczekują na swoje urodziny, inni na urlop, a ja rok w rok czekam na pierwszy weekend sierpnia i Mazury Airshow. Wydarzenie, które polecać będę każdemu. 




Niestety w tym roku mnie trochę zawiodło. Pokazy były dosłownie "pokazami"  - nie było AIR SHOW jak w zeszłym roku, gdy po popołudniowym bloku pokazów wracałam do hotelu z oczami jak pięciozłotówki. Wydarzenie w większości polegało na "przedstawieniu" samolotów. Niektóre samoloty po prostu latały w jedną i drugą stronę pokazując swoje zalety. 

W całym evencie podobały mi się dwa pokazy - Litwinów, który niestety został przerwany z powodu jakiejś usterki technicznej. Jednak mistrzem tegorocznej edycji MAS był Uwe Zimmermann. Pokaz nad jeziorem Niegocin świetny, ale to co pokazał następnego dnia na lotnisku Wilamowo - genialne, co on robił z samolotem! I pomyśleć, że w tym samym czasie w samolocie miał pasażerkę! Kilka filmików z tego pokazu nagrałam na Snapchata. 

Na szczęście wyjazd na Mazury AirShow nigdy nie jest stracony. Dlaczego? Są dwa punkty programu, które ratują całą imprezę. Przede wszystkich Tadeusz Sznuk - jak dla mnie jeden z lepszych komentatorów. W genialny sposób przekazuje informacje o danych samolotach, pilotach, czy miejscu. Siedzisz i rozumiesz co mówi, a to ważne! Odpoczywasz, słuchasz, przyswajasz, a potem wyszukujesz co ciekawsze zasłyszane informacje w internecie. 

Ale wiecie w czym tkwi prawdziwa magia tego wydarzenia? W miejscu. Giżycko - miasto, które jakoś dziwnie przyciąga - klimatem, ludźmi, widokami, miejscami - wszystkim! Miejsce, do którego chce się wracać. Klimat, połączony z miejscem wydarzenia, przepięknym jeziorem Niegocin, na którym pływają łódki, genialnym komentatorem i samolotami latającymi nad głową tworzy w całość jedno z lepszych wydarzeń w całej Polsce. 


























































Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © samolotowoo , Blogger